Jak zostałem mistrzem świata

Dodano 30 kwietnia 2014, w bieganie, życie, przez djadja

Niedziela 27 kwietnia, godz. 10.00. Bieg Sto-nogi na 10 km w Milanówku zorganizowany przez Samodzielne Koło Terenowe nr 10 STO. Personalnie przez Leszka i Jurka. Bieg odbył się po raz drugi i po raz drugi z pełnym sukcesem. Organizatorzy się naorganizowali i zorganizowali fantastyczną imprezę. Bieg ukończyło 310 zawodników, wolontariusze się spisali, sponsorzy sypnęli kasą i dobrami wszelakimi, służby miejskie czuwały i w ogóle było klawo.

Na bieg udałem się z cichą, wręcz bezgłośną, nadzieją, że złamię 40 minut. Co prawda rozum wyraźnie sugerował, że bez chemicznego dopalania raczej nic z tego nie będzie, ale nic to. W sobotni wieczór wypiłem tylko trochę wina – może moc wzrośnie. Rano wraz z żoną moją Izą, która dyrygowała woluntariacko jednym z odcinków trasy, udaliśmy się do Milanówka. Start i meta biegu znajdowały się na terenie 5 LO Społecznego. Przyjechało sporo znajomych po linii geograficznej i biegowej (dziarska ekipa Turbo Pruszków). Impreza był bardzo rodzinna; jak to zwykle bywa panowie raczej biegali, panie i potomstwo raczej pomagały w organizacji. Leszek Janas krążył z pistolcem startowym w tylnej kieszeni i dziwnie się uśmiechał. No dobrze.

Trasa zyskała atest PZLA, a elektronicznym pomiarem czasu zajęła się firma DataSport. Można więc było zorganizować mistrzostwa. Do wyścigu o zaszczytny tytuł mistrza, stanęli geografowie oraz piloci i lotniczy personel pokładowy. W biegu wzięli udział, i oczywiście go wygrali, przeróżni aktualni  i byli mistrzowie Polski w biegach długodystansowych (ale ci nie byli ani geografami ani pilotami, na szczęście). Pobiegli też panczeniści-olimpijczycy. Pięknie!

Już za chwileczkę, już za momencik

Trasa nie był szybka: dwa okrążenia po 5 km, a po drodze 5 agrafek, i 4 zakręty pod kątem 90 stopni. Wystartowaliśmy i od razu ruszyłem z kopyta. Pierwszy kilometr troszku za ostro – 3.50 min. Kolejne dwa równo po 4.00 min. Na półmetku zameldowałem się w czasie 20:18, troszku za wolno (gdzie do cholery zgubiłem te 20 sekund?). Zarżałem, oblałem się kubeczkiem wody i hajda.

Skupiony, że weź

Na drugim okrążeniu robiłem co mogłem, ale na ostatnim kilometrze wiadomo już było, że tym razem zostanę po tej stronie 40 minut. Czas końcowy: 40:54. Na osłodę dostałem nową życiówkę i okrzyk Janasa: „Robert Szewczyk – pierwszy geograf”. Znaczy zostałem miszczem:). Chłopaki wymyślili podział medali na złote, srebrne i brązowe. Pierwszych 49 zawodników dostawało złote, ja byłem 40…

Na mecie

 

Zorza polarna w rękach Mistrza Świata Geografów 2014

Otagowane:  

Jedna odpowiedź na Jak zostałem mistrzem świata

  1. ~PK pisze:

    Pozdrowienia od v-ce mistrza świata ;) W przyszłym roku się policzymy ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>