Do wykluczenia jeden krok

2011-03-15 12:11:40 Daria Loferska

Anka nie jest jedyną, która na co dzień boryka się z problemami finansowymi. Okazuje się, że problem biedy może dotyczyć 13 mln Polaków. A ta nie łączy się już tylko z bezrobociem, alkoholizmem czy patologią. Coraz więcej jest osób, które mimo tego, że pracują, mają problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb materialnych. Tak wynika z raportu Social Watch na temat "Ubóstwa i wykluczenia społecznego w Polsce" z 2010 roku.

"Stałem dziś przed witryną księgarni przyglądając się jednej książce. Zastanawiałem się po prostu, czy mnie na nią stać. Czy jestem na tyle bogatym obywatelem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, bym mógł tak zwyczajnie bez głębszego namysłu, pod wpływem impulsu wejść do księgarni i kupić książkę, gdy mi na to przyjdzie ochota? Nie powiem, w portfelu miałem odpowiednią ilość pieniędzy, ale mój dylemat polegał na wyborze, co dla mnie jest ważniejsze: chęć przeczytania tego, co mnie interesuje, czy raczej potrzeba zapłacenia rachunku za to, co niezbędne mi jest do życia" - codzienne dylematy wielu Polaków trafnie podsumowuje Pavvel. On i Anka wiedzą jak jest ciężko, kiedy każdego dnia pojawia się ten sam problem - pieniądze. Kiedy znów trzeba podjąć decyzję: z czego tym razem zrezygnować, na czym oszczędzić? Czy mogę pozwolić sobie na kupienie czegoś dla siebie?. "Nieprzyjemne są chwile gdy zastanawiamy się, czy lepiej zapłacić rachunek za prąd, czy za wodę, bo na uregulowanie obydwu płatności nie ma pieniędzy" - narzeka Pavvel.

Przez kilkanaście lat ceny żywności zmieniały w bardzo niewielkim stopniu. Teraz dosłownie wystrzeliły w górę. W 2004 roku wydatki na żywność w Polsce pochłaniały ponad 28 proc. naszego budżetu i z każdym rokiem malały. Czy nadal tak będzie? Niekoniecznie. Żywność jest dziś najdroższa od 21 lat, a będzie jeszcze drożej - ostrzega ONZ. Do tego dochodzą koszty utrzymania mieszkania, transportu. Na czym więc oszczędzać? Nie do końca wiadomo, ponieważ odzież i obuwie też będą drożeć. Dla najlepiej zarabiających dylemat ograniczy się do rezygnacji z luksusu. Najbiedniejszym pozostanie walczyć o przetrwanie.

"Mam dość odmawiania dzieciakom przyjemności, dość zdania, które tak często pojawia się w naszych rozmowach: nie stać nas. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że do biedy i problemów finansowych ciężko jest się przyznać" - kontynuuje Anka. Najgorzej jest wtedy, gdy znajomi po raz kolejny zapraszają na wspólne wyjście do kina, teatru czy domową imprezę, a my ciągle odmawiamy wymyślając jakieś kłamstewka, ponieważ wstyd przyznać się, że nas na to nie stać. Nina ma jeszcze inny powód, dla którego ukrywa swoją biedę: "Jestem zniewoloną emeryturą po 35 latach pracy za 800zł. Za mieszkanie i media 500 zł, 220 zł leki, za energię płacę z pożyczek, ukrywam swoją biedę przed wszystkimi, bo jak dorobić, gdy choroba nie pozwala".

Bieda i ubóstwo kojarzy się przede wszystkim z zasiłkami, pomocą społeczną, patologią, alkoholizmem. Tymczasem problem biedy coraz częściej dotyczy też ludzi wykształconych, pracujących na etacie. Najdroni jeszcze trzy lata temu mogła utrzymać z jednej pensji siebie i dwójkę dzieci, opłacić rachunki i wynajem mieszkania. "Niestety ten rok okazuje się być gorszy niż poprzednie, bo już zaczynam ograniczać media i płacić rachunki w kilku ratach". Praca na drugim etacie, by dorobić kilka dodatkowych groszy łączy się z pozostawieniem dzieci samych sobie. "Na samą myśl o tym, co będzie dalej, cierpnie mi skóra. Widzę po znajomych i rodzinie, że niektórzy już zaczynają sprzedawać złoto, jakieś lepsze ciuchy itd. Jeszcze mają co sprzedać, ale nie zanosi się na to, by poprawiły się czasy. Co będzie, jak nie pozostanie już nic do sprzedania?" - wyraża swoje obawy Najdroni.

Przeczytaj także:
Jak pomagać, aby nie zaszkodzić?

{strona}

"W rzeczy samej, w kraju bieda aż piszczy. Szczerze nie pamiętam gorszego okresu. Nie pamiętam, kiedy widziałem ostatnio tylu bezdomnych i żebraków. Pracuję dla dużej firmy telekomunikacyjnej, w ciągu dwóch lat wynagrodzenia spadły o połowę. Pracy coraz więcej... Pamiętam rok 2008, kiedy pracowałem 3-4h dziennie i mogłem sobie iść na »shopping« raz w tygodniu, pamiętam Wyspy, na których za ciężką pracę otrzymywałem ciężkie pieniądze. A teraz? Właściwie klapa, pracuję dużo, zarabiam za mało, ledwie wystarcza do 10-tego. Wynajmując mieszkanie, muszę oszczędzać na jedzeniu. Niepojęte naprawdę, jeżeli człowiek nie może jeść tyle ile chce, to znaczy, że już jest bardzo źle" - komentuje Padre.

Niska cena jest coraz częściej głównym kryterium zakupów, w szczególności spożywczych. Żywność była i jest na półkach, tyle że mniej osób może sobie na nią pozwolić. Z luksusowych marketów przenosimy się na brzydsze hale dyskontów. Społeczeństwo uczy się kombinować, myśleć jak dotrwać do końca miesiąca. Na czym oszczędzić, by móc pojechać na zasłużony wypoczynek, czy też na czym zaoszczędzić, by mieć co włożyć do garnka następnego dnia. "Oboje z mężem pracujemy. Nie żyjemy w biedzie. Nie jesteśmy również bogaci. Stanowimy normalną rodzinę, która musi pogłówkować, aby móc zaoszczędzić, np. na wakacje. A zatem musimy umieć z czegoś zrezygnować. Zwykle oszczędzam na tańszych ubraniach. Nie kupuję markowych butów, torebek, itp. Nasi znajomi ledwie przędą. Często brakuje im na jedzenie i lekarstwa dla dzieci" - opisuje swoją sytuację dodan.

A na co wydajemy najwięcej z naszego domowego budżetu? Właśnie na jedzenie. Przeciętnie w miesiącu ok. 300 złotych zostawiamy w małych sklepikach na doraźne zakupy pod domem (np. pieczywo, wędlina, owoce), nie wliczając w to zakupów w dużych hipermarketach. Niestety, nadeszły czasy, w których trzeba się nieźle natrudzić, by wytrwać od pierwszego do pierwszego.

 "Jak żyć, gdy się ma 700 zł renty po zmarłym mężu, opłacić mieszkanie, energię, wszelkie abonamenty? Człowiek liczy złotówkę do złotówki i kombinuje we własnej głowie, jak tu przeżyć następny dzień i zmieścić się w limicie tych złotówek! Bo przecież mamy Unię Europejską, XXI wiek i tyle dobroci w sklepach. Tylko biedne serce boli, kiedy nie można nic sobie z tych dobroci kupić, bo nie starczy na leki, na buty dla dzieci, na kredki i dżem" - podsumowuje Jola.

Skrajna bieda i brak perspektyw to od lat problem, który o wiele mocniej dotyka mieszkańców mniejszych miejscowości i terenów wiejskich. "Żyję na spokojnej wsi. Ale nawet tutaj, kilka dni temu, przypomnę, w XXI wieku, w środku Europy, przyszło dwóch ludzi i powiedziało, że nie mają co jeść... Prosili o coś do zjedzenia. Po prostu, by przeżyć" - wspomina ks.Karol. "W naszym kraju mnóstwo jest ludzi wykluczonych, skrajnie ubogich, jak to się mówi: mają za mało by żyć, a za dużo by umrzeć. Których nie pociesza propaganda zielonej wyspy na oceanie kryzysu i wzrastająca średnia krajowa. Na kolędzie szczególnie to widziałem. To niesamowite doświadczenie: przejść po domach parafian, zobaczyć jak żyją, zapytać o ich codzienny los. Ale też nieraz zobaczyć okrutną biedę, taką, jakiej inni chyba nie mają szansy dostrzec, na pewno nie w mediach. W tym roku szczególnie wielu mówiło o bezrobociu, o niepewności jutra, o braku perspektyw, paraliżującym i odbierającym chęć do życia. Bezradność wobec tego co widziałem niejednokrotnie ściskała gardło" - kontynuuje ks.Karol.

Bezrobocie, obok utraty niskopłatnej pracy, to najważniejszy czynnik prowadzący do ubóstwa. Dla rodzin z trudem zaspokajających podstawowe potrzeby nagły brak stałego dochodu oznacza jedno: lawinę długów, z której bardzo trudno wyjść na prostą.

Tym, co wyodrębnia polską biedę spośród innych krajów europejskich, jest jej wiejski charakter i szczególnie trudna sytuacja dzieci tam mieszkających - pisze profesor Elżbieta Tarkowska w raporcie Social Watch. Z dokumentu jasno wynika, że jednym z najważniejszych problemów społecznych współczesnego świata jest właśnie ubóstwo najmłodszych. - Ubóstwo dzieci to nie tylko dzieciństwo w biedzie, ale i zagrożone ubóstwem dorosłe życie, to także niebezpieczeństwo międzypokoleniowej transmisji warunków, wykluczających jednostki i całe rodziny z różnych form uczestnictwa w życiu zbiorowym, wrzucających je na margines życia społecznego - czytamy w raporcie.

ks.Karol podsumowuje: "Zenon Laskowik celnie skomentował kiedyś sytuację w kraju: muszę wybrać się do okulisty - co innego widzę, a co innego słyszę (w TV). Często mam bardzo podobne wrażenia. Może Warszawa żyje trochę innym tempem, może trochę oderwana jest od reszty kraju, dlatego reportaży przedstawianych przez stołecznych reporterów nijak nie mogę dopasować do tego, co widzę za oknem".

 

 



Daria Loferska

 
Skomentuj

 

 

 


Nie możesz odczytać kodu? Pokaż inny


0 odpowiedzi

Przeczytaj również

Daj mi złotówkę.....

2013-01-07 17:59:57 Agata Bar

Podwiozłem do szkoły dziecko, które czekało na "stopa" – wspomina widz. - Chłopiec był w trampkach i cienkiej kurteczce. Dostał moje śniadanie i 10zł, bo w domu czeka jeszcze troje rodzeństwa. Wysiadł, podziękował i zabrał ze sobą mój telefon komórkowy. W ten sposób zostałem skutecznie wyleczony z zabierania... »

Nie można tak po prostu...

2012-10-26 19:19:55 Agata Bar

Po śmierci Wojciecha Dąbrowskiego, który w ramach protestu głodował przez półtora miesiące przed Urzędem Miasta w Gdańsku po tym, jak został wyeksmitowany z mieszkania wraz z chora żoną, w sieci zawrzało. Jedni oburzają się, że w tej sytuacji na pewno było inne wyjście, że można było zamienić mieszkanie... »

Nie zdążyłam się ...

2012-10-11 08:54:32 Redakcja Blog.pl

Czy możemy przygotować się na śmierć kogoś bliskiego? Pewnie nie. Ale możemy się pożegnać, powiedzieć jak bardzo kochamy i jak bardzo będziemy tęsknić. No właśnie. Możemy. Ale tego nie robimy.  Nawet jeżeli spodziewamy się, że śmierć jest blisko. Odkładamy słowa pożegnania, bo „to na pewno nie stanie... »

Załóż bloga

Zalety naszych blogów:

  • nowoczesne i funkcjonalne
  • duży wybór domen
  • multimedialność
  • dodatki na blogi
Dowiedz się więcej »

Chmura tagów »

Tag Dnia
Tag dniamiód
Zobacz wszystkie tagi